środa, 6 stycznia 2021

Kpopowe fazy, czyli ulubione piosenki kpopowe w 2020 roku

Witam w pierwszym poście na tym blogu w całości poświęconym kpopowi i drugim poście w tym roku ;). Wspominałam, że takowe zaczną się tu pojawiać. 

W kpopie jestem dopiero od roku, więc pojawią się tutaj utwory, na które szczególnie miałam fazę od początku mojego wejścia w ten światek. Niestety przez ten rok zdążyłam poznać duuużo piosenek najróżniejszych grup i solistów (na samym telefonie mam ich ponad 200, a znam jeszcze dużo ponad to, ale nie trafiły na playlistę, bo nie kupiły wystarczająco mojego serduszka). Każda z tych 200 piosenek ma coś w sobie i zasługuje na wymienienie tu, ale zajęłoby to wieki, a poza tym nikomu nie chciałoby się tego czytać. Dlatego z bolącym sercem będę musiała się bardzo ograniczyć i wymienić te, na które miałam taką prawdziwą, prawdziwą fazę, naprawdę chcę wam je pokazać lub z innego powodu po prostu powinny się tu znaleźć. Czyli w skrócie dużo piosenek, które kocham, zostaną pominięte. 

Zanim zacznę, muszę powiedzieć jak to stoi u mnie z byciem fanem poszczególnych zespołów. Na chwilę obecną utożsamiam się z tylko jednym fandomem - Army (czyli fani bts). To przez nich zaczęłam swoją przygodę z kpopem i rozjaśniają każdy dzień mojego życia. Ekhu, ekhu. O ich znaczącej przewadze świadczy fakt, że z tych ponad 200 piosenek na chwilę obecną, ok. 140 należy do nich. Dlatego też o bts (i możliwe, że jeszcze o kimś) pojawi się dodatkowo osobny post, by móc przekazać więcej. Jest jeszcze kilka grup, które śledzę nieco bardziej, a oznacza to tyle, że w stosunku do pozostałych grup, znam więcej ich twórczości, wiem co nieco o członkach i jest większe prawdopodobieństwo, że włączę jakiś filmik z wywiadu, czy inny kontent z nimi. Do tej grupy należą: Blackpink, Mamamoo, Gidle. O reszcie idoli, których słucham również trochę wiem, ale jeśli chodzi o twórczość to trafiłam na pojedyncze piosenki i niekoniecznie szukam dalej, bo za dużo tego i nie mam czasu XD. 

Piosenki będę podawała w losowej kolejności. Prawdopodobnie i tutaj pojawi się przewaga bts, ale cóż zrobić ¯\_(ツ)_/¯ . No i pragnę zaznaczyć, że biorę pod uwagę tylko muzykę, a nie mv.

Już mnie boli ile piosenek ominę :<. 

Ogólnie chciałbym napisać po krótce w jakim stylu jest każdy utwór, bo jak wiadomo, kpop łączy wiele gatunków, ale wybaczcie jeśli wyjdzie to nie do końca trafnie :<. Niestety nie znam się na odłamach wszystkich gatunków muzycznych, ale chciałabym byście mieli jakiś ogląd na nie. Gdzie będę mogła, wykorzystam jakieś legitne źródła, ale z tą legitnością to też różnie bywa.

Do każdej piosenki dołączyłam wideo, lecz niestety nie działa ono na wersji na telefon :<. A przynajmniej mi nie działa.

1) Fake Love – bts (2018) 

To musiało się tutaj znaleźć i choć mówiłam, że kolejność jest losowa, tą jedną piosenkę dałam na pierwsze miejsce z premedytacją. To "Fake Love" uważam za ten utwór, przez który weszłam w kpop. Kiedy zaczęłam poznawać bts to katowałam tę piosenkę przez tydzień, prawie że non stop (nie przesadzam). Potem robiłam sobie tygodniową przerwę aby mi nie zbrzydła, a potem na nowo ją katowałam, ale wtedy już na równi z kilkoma innymi piosenkami, które w tamtym momencie poznałam. Tak na dobrą sprawę jest to moja faza grudnia 2019, ale ciiiii. 


Jest to utwór, który powstał by być hitem. Według Wikipedii łączy: emo hip hop, grunge-rock, rap rock, electropop. 


Kocham ten utwór w każdym calu. Jedyne czego żałuję to to, że nie wykorzystano dema Jimina tej piosenki :<. Nie musieli tego robić w oryginalnym "Fake Love", ale mogli nagrać osobny utwór. I jeszcze nie mamy nawet dobrej jakości, meh. https://youtu.be/hUcKpDag-Tg

2) Bang Bang Bang – Big Bang (2015) 

Któż będąc naprawdę w kpopie nie zna Big Bang? Przez wielu uważani są za królów kpopu, więc coś musi być na rzeczy. "Bang Bang Bang" to pewnie jedna z ich najbardziej rozpoznawalnych piosenek. 


Według Wikipedii jest tu dance-pop i trap. "Bang Bang Bang" nazwałabym muzyką klubową. Ta piosenka lubi chodzić po głowie, bo stale zdarza mi się zacząć śpiewać refren w randomowych momentach mojego życia. 

Jeśli chodzi o Big Bang to znam trochę ich piosenek i lubię je, ale nie czuję się fanem.


3) Egotistic – Mamamoo (2018) 

O jaką ja miałam na to fazę na wiosnę. Po prostu masakra. Teraz już mi przeszło i nie słucham tej piosenki jakoś często, ale musiała się tu pojawić, skoro ją też mordowałam swego czasu. 


"Egotistic" przyporządkowałabym głównie do latynoskiego popu, ale jeśli moje źródła nie kłamią to jest tu jeszcze r&b i trap. 


4) Lie – Jimin (bts) (2016) 

Gdybym musiała wskazać jedną solówkę z całej twórczości bts, którą najbardziej lubię i w tym rankingu zaniedbywano by chwilowe fazy na inne solówki, to wybrałabym właśnie "Lie". Ten utwór urzekł mnie od pierwszych sekund. Te smyczki, bit, melodia, dropy no i głos Jimina, a w szczególności wokalizy. Nawet nie potrafię wskazać ulubionego momentu tego utworu, bo musiałabym przytoczyć połowę piosenki XD. Jak widzicie, zachwycam się nią, a to dlatego, że kocham ten mroczny klimat. 



5) Given-Taken – Enhypen (2020) 

Z tym to jest zabawna sprawa. Grupa zadebiutowała w listopadzie, a "Given-Taken" to właśnie ich debiutancki singiel. Chłopaki zostali złączeni przez survival reality show. Wiedziałam, że mają powstać i że program leci, ale nie oglądałam go i nie śledziłam nic związanego z członkami. Ale i tak czekałam na ich debiut i obejrzałam piosenkę w pierwszej godzinie po wstawieniu. Mój plan był taki, by sprawdzić czy to będzie kolejny słodki koncept, który w męskim wykonaniu szczególnie jakoś tak średnio lubię (no chyba że to jest bts, od nich to niemal wszystko mi się podoba XD). Widziałam teasery "Given-Taken" i jakoś przykuły moją uwagę. 


No i właśnie włączyłam piosenkę i już po 2 sekundach wiedziałam, że szykuje się coś fajnego (bo chłopakowi leciała krew z nosa – w tym poście liczy się jedynie piosenka, bez mv, ale musiałam to zaznaczyć), a gdy zaczął się utwór to wiedziałam, że mnie kupili. Jak mogłoby być inaczej, skoro zaczęli od chyba harfy w tle i wokalizy, a potem wkroczył fajny bit i efekty głosowe, które kocham. No jak mogłoby być inaczej? A ten moment fragment z Nikim i Sunghoonem (Red blood). Kocham <3. No i skończyło się na tym, że zamiast sprawdzić co to jest, zaczęłam streamować piosenkę, a potem zapętlałam ją sobie przez kolejne dni. 


Jestem ciekawa kim będą Enhypen w przyszłości, bo myślę, że mają potencjał i jeszcze coś zwojują. Ich pozostałe piosenki z pierwszego albumu lubię mniej lub bardziej, ale jeśli pójdą w dobrą stronę to myślę, że mogą trafić na listę zespołów, których jestem fanem. Już teraz podejrzanie często wchodzę na ich kanał na youtubie i oglądam filmiki z nimi XD. 

6) Dope – bts (2015) 

Ta piosenka musiała się tu znaleźć. Nie tylko miałam na to fazę, ale to moja piosenka ratunkowa. Mam na myśli, że kiedy czuję się naprawdę zestresowana lub smutna to mogę puścić sobie "Dope" i od razu świat jest lepszy. Pamiętam, że kiedyś obudziłam się w naprawdę fatalnym nastroju i wtedy to nawet z kijem nie podchodź. W takie poranki to nie można ani do mnie gadać, ani dotykać. Pamiętam, że włączyłam sobie "Dope" i po kilku sekundach na mojej twarzy pojawił się uśmiech, a ja zaczęłam tańczyć XD. Także taką moc ma na mnie ta piosenka. A innym razem jechałam na pierwszy dzień matur i miałam wrażenie, że zaraz zemdleję. I serce zaczęło mi walić i słabo mi się robiło i jeszcze zbierało mi się na wymioty. Wtedy już wiedziałam, że "Dope" to moja piosenka ratunkowa i dzięki niej udało mi się uspokoić. 


"Dope" to muzyczny zastrzyk energii. Uwielbiam efekty dźwiękowe zastosowane w "Dope", ale nie wiem jak jednoznacznie to przyporządkować. Jedyne co mi przychodzi do głowy to muzyka taneczna, ale to niewielka pomoc. 


7) Love Shot – Exo (2018) 

Jeśli chodzi o Exo to potrafię wskazać i nazwać wszystkich członków zespołu, ale nie jestem fanką ich twórczości. Jednakże "Love Shot" oczarowało mnie. Znalazłam w Internecie, że jest to dance-pop, więc jeśli chodzi o „profesjonalną” wiedzę to tyle powinno wam wystarczyć. "Love Shot" nazwałabym dość uwodzicielską piosenką. Wystarczy posłuchać refrenu. Właściwie w całej piosenkę melodia ma w sobie coś magicznego, a efekt podbija lub robi sposób w jaki członkowie śpiewają. No co mówić dalej, kocham "Love Shot" i miałam na to dużą fazę. Już pierwsze sekundy powiedziały mi, że to będzie coś, co polubię. 


Jeśli chodzi o Exo to jest jeszcze kilka piosenek, które mam na telefonie i lubię ich słuchać, ale niestety nie mogą się tu znaleźć, bo muszą zrobić miejsce dla innych piosenek. 


8) Ddu-du ddu-du – Blackpink (2018) 

Kto będąc w kpopie nie zna "Ddu-du ddu-du"? Nawet sporo ludzi spoza kpopu zna ten utwór. Internet bardzo służy pomocą, bo podporządkowuje ten utwór pod pop :). Ja bym dodała od siebie jeszcze muzykę elektroniczną. "Ddu-du ddu-du" to utwór, któremu pisane było zostać hitem no i został. Mija rok od mojego wejścia w kpop, a ja wciąż go regularnie słucham, uczyłam się trochę choreografii, a resztę umiem zaimprowizować ze wzroku XD. 



9) Palace – D-Crunch (2018) 

Debiutancka piosenka D-Crunch. Z pewnością jest to hip-hop, ale raczej nie czysty. Kocham te mroczne dźwięki. Na "Palace" miałam fazę, a poza tym mam nadzieję, że ktoś, kto nie znał tego zespołu będzie mógł się w nich wkręcić, bo chłopaki, choć utalentowani, nie są tak znani, jak mogliby być. Swego czasu śledziłam ich poczynania i słuchałam reszty piosenek. Niestety nie mają ich zbyt wiele na koncie. "Palace" jest moją ulubioną. Z tego co pamiętam, mieli mieć nawet koncert w Polsce, ale oczywiście przez koronawirusa został odwołany. 



10) Louder than Bombs – bts (2020) 

Ach, "Louder than Bombs". Wcześniej rozwodziłam się nad "Lie" Jimina. "Louder than Bombs" ma w moim sercu podobne miejsce. Kiedy pierwszy raz włączyłam sobie tę piosenkę, pamiętam, że minęło kilka sekund, a ja czułam jak coś mniej dotknęło. Minęło kilkanaście sekund, a ja miałam wrażenie, że zaraz się popłaczę. Nie wiedziałam o czym jest tekst, ale sama muzyka i ich śpiew bardzo mnie ruszył. Wtedy włączyłam sobie piosenkę od początku, tyle że z tekstem. Ojejku, po tym zrobiło mi się jeszcze smutniej, bo jako fanka bts bardzo czuję o czym śpiewają chłopaki i to było strasznie smutne. "Louder than Bombs" wygrywa pierwsze miejsce w konkursie na piosenkę, która najbardziej mną wstrząsnęła w 2020 roku. 

Według Internetu jest to współczesne r&b. Piosenka jest jednocześnie spokojna i bardzo mocna (meh, pewnie brzmi to bez sensu, ale nie potrafię odpowiednio wyrazić swojej myśli). Kocham melodię, bit i wokal w tej piosence. Wszystko. A wokalizy to po prostu coś cudownego. Podobnie jak w "Lie", musiałabym wskazać połowę piosenki jako mój ulubiony moment. I refren jest wspaniały, i intro, i rap Sugi, a ta wokaliza Jimina na końcu rozdziera mi serce. 


Prawdopodobnie za bardzo przeżywam. Dla wielu ludzi z pewnością będzie to zwyczajny utwór, ale u mnie zajmuje bardzo ważne miejsce w serduszku. 

11) Cheer up – Twice (2016) 

Kiedy wchodziłam w kpop, nie lubiłam Twice XD. Wszystko się nakręcało, bo ciągle czytałam jakieś nieprzychylne opinie na ich temat itd. Poza tym aż tak nie lubię słodkich konceptów. I tak sobie nie lubiłam Twice, aż pewnego dnia usiadłam i w jakiejś kompilacji występów na żywo pojawiło się "Cheer up" (powiem tylko, że dobrze znałam ten utwór już wcześniej). I wtedy coś przeskoczyło w moim mózgu i spodobało mi się. Pamiętam, że tego wieczoru włączyłam sobie playlistę Twice i okazało się, że lubię większość z ich hitów. To był szok. Myślę, że to była kwestia, że mój mózg osiągnął już ten etap, że przeszedł na kolejny poziom wtajemniczenia kpopu. I pewnie miałam tego dnia odpowiedni stan umysłu. Teraz z Twice mam tak, że jednego dnia nie chce mi się nic od nich słuchać, a kolejnego dnia lecą tylko one i nie mogę skupić się na tym co robię, bo zamiast tego, tańczę i śpiewam XD. W ogóle z kpopem jest tak, że jednego dnia nie lubisz jakiejś piosenki, a drugiego coś ci przeskakuje. Strasznie dużo piosenek miało u mnie tę historię XD. Może nawet dam osobny post o tym ;). 


"Cheer up" to dance-pop. No i jak na Twice przystało, jest bardzo urocza. Teraz dziewczyny chyba trochę zmieniają koncept, ale nieważne. Ogólnie lubię te ozdobniki charakterystyczne dla Twice.


12) Oh my god - Gidle (2020) 

Nawet nie wiem jak wyrazić jakie wrażenie zrobiła na mnie ta piosenka. Z nią też od pierwszych sekund miałam tak, że wiedziałam, że pokocham. Uwielbiam jej teledysk, ale w tym poście nie powinnam mówić o mv, więc nie powiem jak bardzo go uwielbiam :). Ponoć jest to trap-pop, ale ja nie wiem, nie znam się. Uwielbiam zmiany klimatu w tej piosence, co powoduje motyw sacrum i profanum. Czyli jest trochę mrocznie, trochę diabelsko-uwodzicielsko i trochę anielsko. I te dzwony na początku i końcu, ah… Kocham dropy w refrenach. Ten utwór też kocham calusieńki i połowa piosenki to moje ulubione momenty. Cała grupa odwala tu wspaniałą robotę. Podoba mi się cały tekst, ale jeśli muszę coś wymienić to lubię sposób w jaki Yuqi śpiewa o tym, że będzie kochać póki nie spłonie. Jakoś lubię ten rym w jej partii XD. Soyeon zawsze wymiata. Eh, idźmy dalej, bo zacznę dzielić tę piosenkę na części pierwsze. 




13) Idol – bts (2018) 

"Idol" musiał się tu znaleźć. Z nim nie miałam wyraźnej fazy, albo raczej miałam fazę razem z resztą piosenek bts, które w tamtym okresie znałam XD. "Idol" to utwór, który idealnie nadawałby się na mundial. Kolejny btsowy zastrzyk energii. Według Wikipedii mamy tu elektroniczną muzykę taneczną, samul nori i trap. Ze wszystkimi piosenkami bts mam tak, że mam ochotę tańczyć, ale tutaj szczególnie chce się skakać. 



14) Cypher 3: Killer i Cypher 4 – bts (2014 i 2016) 

Tym razem dałam dwie piosenki pod jednym numerem, ale musiałam tak zrobić. "Cypher" to seria rap linu bts, która jest ich wiadomością dla hejterów. Są to utwory hip-hopowe. "Cypher" na chwilę obecną ma 4 części (liczę na 5). Pierwsze dwie na razie jakoś mnie nie przekonały, ale za to trójkę i czwórkę uwielbiam. Zawsze jak o nich myślę to nie wiem, którą lubię bardziej. 

"Cypher 3" nazwałabym bardziej agresywnym (no cóż, ma "Killer" w tytule). Tekst też jest niczego sobie, bo równo jadą po wszystkich hejterach XD. Nie nazwałabym go wulgarnym, ale z pewnością jest mocny. No i Suga kochany i jego tekst o Hong Kongu. Jak to pierwszy raz czytałam to nieźle się zdziwiłam. 


W porównaniu do trójki, "Cypher 4" jest łagodny jak baranek (jeśli chodzi o tekst, ale i muzyka jest spokojniejsza). Nadal mamy do czynienia z patrzeniem z góry na hejterów, ale tutaj wygląda jakby chłopaki lepiej zrozumieli siebie ( te 2 lata między piosenkami to ogromna różnica). I o ile w 3 bardzo wyzywali hejterów, to tu mówią, że kochają siebie i hejterzy powinni też pokochać siebie. 


15) Wonderland – Ateez (2019) 

Nooo, to jest piosenka :D. Nie pamiętam w jaki sposób ją poznałam, ale od tamtego czasu kocham. Jest to kolejny muzyczny zastrzyk energii. Piosenkę nazwałabym dziką. Mamy tu orkiestrę marszową, która jak można by się spodziewać, robi dużą część efektu. 



16) Kill This Love – Blackpink (2019) 

Początkowo chciałam dać tylko to lub "Ddu-du ddu-du", ale stwierdziłam, że nie mogę. Piosenki są w pewien sposób podobne, ale obie uwielbiam po równo. Tutaj też mamy połączenie popu z muzyką elektroniczną, co daje zastrzyk energii i kolejny hit. Tak jak w "Wonderland", mamy orkiestrę marszową. 



17) Red – Hyuna (2014) 

Mam wrażenie, że to taka piosenka, którą jedni kochają, a inni nienawidzą. Hyuna jest znana ze swojego prowokującego konceptu, więc wylewa się to i z mv i z samej piosenki. "Red" jest opisane jako dance-pop. Ewidentnie miałam na to fazę. Hyuna śpiewa tu w ten swój charakterystyczny sposób, co niektórzy lubią, a innych drażni. Tekst też jest niczego sobie XD. Podoba mi się fragment o małpie z czerwonym tyłkiem. Wydaje mi się, że zainteresowałam się Hyuną bardziej, gdy dowiedziałam się o całej tej aferze z Dawnem. Zyskała ona moją sympatię, zwłaszcza gdy zobaczyłam jej dualizm na scenie i za kulisami. 



18) Let me know – bts (2014) 

Jedna z niewielu spokojniejszych piosenek w tym zestawieniu. Musiała się tu znaleźć, bo nie tylko miałam na to fazę, ale jeszcze stale porusza ona moje serduszko. Jest to opisane jako pop, więc nie będę tu dalej wymyślać, bo nie wiem. Uwielbiam tę spokojną melodię i bit, które narastają, by wybuchnąć na refrenie, a potem ponownie się ucisza. W tej piosence uwielbiam partie wszystkich członków. Ponownie wokalizy Jimina <3. Zabawne, że już kolejny raz pojawił się tutaj Jimin. W bts mam 6 biasów, ale mój ult to kto inny XD. Rap line otrzymał wszystkie zwrotki. Sugi jest bardzo agresywna, a u Hoseoka zawsze zwracam uwagę na ten fragment o Romeo. A Namjoon… oh boy. Jego rap jest tak wspaniale uspokajający. A ten moment, w którym pyta dlaczego znikają. Sposób w jaki to mówi, rozrywa mi serduszko. A teraz co z vocal line? Spokojne partie Taehyunga kontrastują z mocniejszymi. Jungkook i Jin bardziej wykazują się podczas refrenu i ponownie, wokaliza Jimina na końcu <3. 


19) The black cat nero – Ateez (2020) 

Tak naprawdę jest to ich wersja piosenki Turbo z lat 90. Kontrast między stylami, w jakich są te dwa utwory stale mnie bawi. Wersję Ateezu nazwałabym pop-rockiem, a Turbo to chyba po prostu trot. Podoba mi się klimat horroru w tym utworze (w końcu jest to special na Halloween). Ach te krzyki w tle i organy. A początek jest niby niepozorny, ale brzmi jakby coś niebezpiecznego się skradało. Piosenka jest bardzo chwytliwa, przez co po pierwszym dniu zapętlania jej, nie mogłam zasnąć, bo ciągle mi się załączała w głowie. Idealnie mi się do tego rozwiązywało zadania z matmy ;). 



20) Criminal – Taemin (2020) 

Jest to moja świeża faza, ale musiała się tu znaleźć. Pierwszy raz posłuchałam jej zaraz po wstawieniu, ale wtedy nie zrobiła na mnie wrażenia. Później jednak obejrzałam występ na żywo i coś mi zaskoczyło w mózgu. Teraz kocham tę piosenkę, a także kilka innych piosenek Taemina. Styl tego utworu bardzo kojarzy mi się z Taeminem (zaskoczenie, czyż nie?) Ma ona w sobie coś uwodzicielskiego. W pewien sposób wycisza, ale nie jest ona jakaś spokojna. Efekty w niej zastosowane kojarzą mi się z latami 80. Ostatnio przesłuchałam sobie kilkugodzinną playlistę Taemina i myślę, że za jakiś czas mogę stać się jego fanką. 



21) Ice Cream Cake – Red Velvet (2015) 

Ta piosenka ma coś w sobie. Opisana jest jako współczesne r&b i dance-pop. Jest ona dość słodka, ale to, za co ją kocham to te creepy „dziecięce” chórki i dzwoneczki/cymbałki w tle. Ona po prostu zapada w pamięci. Jeśli chodzi o Red Velvet to zainteresowałam się nimi dość niedawno i myślę, że również w przyszłości trafią na listę zespołów, których jestem fanką. Mam ich kilka piosenek na telefonie, a w tle przesłuchałam playlistę składającą się z całej ich twórczości.



22) Danger – bts (2014) 

Ooooo, na to też miałam fazę. Jest to piosenka opisywana jako hip-hop i pop. Tą piosenkę też kocham w całości, ale refren chyba w szczególności. I ponownie, uwielbiam partie całego rap-linu. No i znowu pojawi się Jimin. Jego górka przy „Teraz, ostrzegam cię! Nie mąć mi w głowie!” i przy „Dlaczego mnie testujesz”...<3. No i to jak Taehyung śpiewa „ Jesteś dla mnie okropna”. 



Mówiąc o "Danger" nie sposób nie wspomnieć drugiej wersji tej piosenki (Mo-Blue-Mix), gdzie mieli collab z Thanh. Tutaj w tle pojawia nam się pianino, przez co piosenka robi się trochę spokojniejsze. Tę wersję kocham równie mocno, a partia Thanh… <3. 


23) Pretty Savage – Blackpink (2020) 

Kolejna piosenka Blackpink, która według mnie idealnie pasuje do tego zespołu. W "Pretty Savage" zakochałam się od pierwszego przesłuchania. Według Wikipedii jest to trap i pop. W tej piosence kocham te elektroniczne dźwięki. Intro uwielbiam na tyle, że obecnie ta piosenka służy mi za dzwonek w telefonie. 


24) Dun Dun – Everglow (2020) 

Tę piosenkę poznałam jakoś miedzy wiosną, a latem, kiedy zaczęła mi się faza na oglądanie publicznych coverów tanecznych. Wtedy piosenkę uważałam za ok, ale nie czułam potrzeby słuchania jej. Z czasem bardziej się do niej przekonałam i trafiła na mój telefon. Nie nazwałabym jej jakąś moją ulubioną piosenką wszechczasów, ale zasłużyła by się tu znaleźć. W Internecie przypisana została do elektronicznej muzyki tanecznej. To nie jest jedyna piosenka Everglow na moim telefonie i jeszcze jedna się tu pojawi. Obecnie częściej słucham "Adios" i " Bon Bon Chocolat", ale stwierdziłam, że uhonoruję "Dun Dun", od którego wszystko się zaczęło. 



25) Not today – bts (2017) 

To jedna z pierwszych 3 piosenek od bts, które poznałam, więc jak można by się domyślać, miałam na nią dużą fazę. Obecnie nie słucham jej aż tak często, ale i tak powinna się tu znaleźć. Tutaj mamy do czynienia z popem i hip-hopem. Kolejny energetyczny hit. Bardzo lubię ten moment zmiany muzyki, gdy rap Namjoona zmienia się na wokal Jungkooka oraz ten drugi moment, gdy słychać strzały w tle. Tak jak "Dope", czasami służyła mi za piosenkę ratunkową, ale działała tylko jako podbicie efektu "Dope", a nie samodzielnie. 



26) Touch – Miss A (2012) 

Tę piosenkę poznałam, gdy słuchałam w tle tych gal z kbs i od razu wpadła mi w ucho. Jest to muzyka elektroniczna i dance-pop. Ten utwór należy do tych uwodzicielskich. Uwielbiam jej refren i ten motyw, który pojawia się na samym początku i końcu. 



27) Ddaeng – bts (2018) 

Choć mamy w tym zestawieniu bardzo dużo bts, ta piosenka musiała się tu znaleźć, bo miałam na nią dużą fazę. Przez pewien czas była moim dzwonkiem telefonu. Utwór wykonywany jest jedynie przez rap line i należy do hip-hopu. W tej piosence uwielbiam to, że aż masz się ochotę bujać na boki. Same intro już mnie kupuje. 


28) Ugh! – bts (2020) 

Kolejna piosenka rap linu bts, ale na nią miałam jeszcze większą fazę niż na "Ddaeng". Utwór przypisany został do współczesnego r&b. Tutaj uwielbiam partię całej trójki, ale J-Hope wymiata. Uwielbiam wszystkie jego efekty dźwiękowe i "ekhem". Tutaj też wszystko mi się podoba: melodia, bit, efekty i rap. Wszystko XD. 


29) Lion – Gidle (2019) 

Kolejna piosenka Gidle, która zasługuje na wspomnienie. Utwór ma mroczny klimat i po prostu bije z niego królewska duma (nie ważne jak głupio to brzmi). Bardzo lubię kompozycję tej piosenki. Trochę przypomina mi "Oh my god", choć są całkiem różne. Uwagę przyciąga intro i sama końcówka, które są swoim odbiciem? Minnie bardzo pasuje mi do tego konceptu - ten jej zimny wzrok. No i oczywiście Soyeon ;). 



30) Black Swan – bts (2020) 

Trochę wahałam się nad dodaniem tej piosenki, bo bardzo ją lubię i często jej słucham, ale nie miałam na niej fazy jako takiej. Jednak uznałam, że powinna się tu znaleźć, bo to bardzo dobra piosenka, a poza tym należy do jednych z ulubionych piosenek kpopowych mojej siostry, a ona w kpopie nie siedzi. Według Wikipedii jest to emo hip hop, trap i cloud rap, ale dla mnie w tej piosence najlepsza jest melodia, która przywodzi mi na myśl harfę, choć ten instrument raczej nie został tu użyty XD. Ten utwór jest jednocześnie energetyczny i uspokajający. Bardzo lubię jej instrumentalne wersje, gdzie słychać m.in. smyczki. 



31) Jopping - SuperM (2019)

Na to też miałam fazę. Według Wikipedii mamy tu: electropop, hip hop, pop rock i r&b. Nie wiem jak to nazwać, ale ta piosenka brzmi jak hymn zwycięstwa XD. No i mamy tu koncept przyszłości? 
Fun fact: "Jopping" poznałam gdy dopiero zaczęłam wchodzić w zespoły inne niż bts, więc nie miałam dużej wiedzy na ten temat. Wtedy myślałam, że to jakiś całkiem nowy zespół i aż się dziwiłam, że chłopaki sprawiają wrażenie "weteranów". No i minęło kilka miesięcy, a ja jeszcze raz puściłam sobie teledysk i tak oglądam i oglądam i mam takie: ...Baekhyun? ...Kai? I ten głos... Taemin? I wtedy sprawdziłam bardziej czym jest SuperM i okazało się, że zrzesza członków kilku grup XD.



32) Mic Drop - bts (2017)

Nie może zabraknąć na tej liście "Mic Drop", gdyż to jedna z pięciu moich pierwszych piosenek kpopowych. Tym razem chłopaki wrócili do korzeni i zrobili grupową piosenkę hip-hopową z trapem. Mamy tutaj kolejny zastrzyk energii i przekaz dla hejterów. W mojej głowie ta piosenka jakoś należy do J-Hope'a. Uwielbiam też ten fragment vocal linu po tym jak Namjoon mówi, że hejterzy będą hejtować. 



33) Mirotic - TVXQ (2009)

Na ten utwór trafiłam chyba dlatego, że jakiś zespół robił ich cover i widziałam to w jakiejś kompilacji. Mamy tutaj electropop i dance. Brzmienie tego utworu jest bardzo uwodzicielskie i też lubię go w całości. Myślę, że można powiedzieć, że "Touch" MissA ma bardzo podobny styl.


34) Blood Sweat & Tears - bts (2016)

Początkowo nie chciałam dać tego utworu, bo co prawda bardzo go lubię, ale wyeliminowałam utwory innych wykonawców, które lubię w równej mierze, ale potem uświadomiłam sobie, że za często nucę sobie tę piosenkę i słucham jej zdecydowanie częściej niż tamtych XD. "BS&T" opisany został jako dance/electronic i moombahton. Pamiętam, że po pierwszych przesłuchaniach nie byłam aż tak przekonana do tej piosenki, bo brzmieniowo była dla mnie czymś dziwnym i nowym. Jednakże z czasem zaczęłam mieć na nią fazę. Kolejna piosenka z serii uwodzicielskich. Nie potrafię wskazać czyja partia wygrywa. Uwielbiam tutaj te dropy przed refrenem. Tego nie ma jako tako w piosence, ale bardzo lubię organy, które pojawiają się w teledysku.



35) Fantasy - VIXX (2016)

Kolejna piosenka z serii uwodzicielskich. Ponoś jest to dance-pop, ale nie wiem czy tak bym to zdefiniowała. Mamy tutaj trochę elektronicznej muzyki, a co najważniejsze, piosenka opiera się na "Sonacie Księżycowej". Myślę, że to dzięki temu pianinu w tle tak bardzo skradła moje serduszko. I te smyczki na refrenie. Cudo.



36) Fire - bts (2016)

Tak, znowu bts. No ale co zrobić jak to jedna z moich faz? Średnio kilka razy w tygodniu mówię "bultaoreune", śpiewam "Fajeeeeeeeeer [...]" lub/i zaczynam tańczyć choreo. No co poradzić? A śmieszne jest to, że poznałam to w tym samym czasie co "Not Today" i wtedy wałkowałam "Not Today", a "Fire" lubiłam, ale nie było szału. A obecnie rzadko sama sobie włączam "Not Today", a co chwilę śpiewam "Fire" XD.





I tak prezentuje się moja lista piosenek kpopowych 2020 roku. Pamiętajcie, że każdy ma inny gust i to, że ja się czymś zachwycam, nie znaczy że Wam się musi to podobać. Podobnie piosenki, które Wy byście polubili, nie znalazły się w tym zestawieniu.

Oprócz grup, które zostały wymienione mam na telefonie po jednym utworze Nct i  GOT7, ale te zespoły jakoś nie kupiły na razie mojego serduszka. Można dołączyć do nich jeszcze MonstaX. Może się mylę, ale cała trójka ma trochę podobny styl, który nie zawsze do mnie przemawia. Poza tym mam jeszcze sporo innych twórców, których słucham pojedyncze utwory.

Dzięki temu postowi lepiej uświadomiłam sobie jakie typy piosenek mogą przypaść mi do gustu XD. Nigdy nie myślałam nad tym, co łączy moje ulubione utwory. Jeśli ktoś też lubi mroczne koncepty, piosenki energetyczne, uwodzicielskie, z elektronicznymi wstawkami lub nawiązujące do muzyki klasycznej, jest duża szansa, że jego gust muzyczny pokryje się z moim.

Kolejny post związany z kpopem będzie o moich ulubionych piosenkach bts lub ulubionych mv 2020 roku. A jak na razie to do zobaczenia w kolejnym poście, który będzie o pewnym anime z 2020 ;).



poniedziałek, 4 stycznia 2021

Tian Guan Ci Fu

Witam w pierwszym poście w Nowym Roku! Seria, którą dziś zaprezentuję, jak najbardziej zasługuje na bycie pierwszą w 2021, gdyż to ona przyczyniła się w dużej mierze do mojego powrotu do anime. Ci co znają Mo Dao Zu Shi zapewne już wiedzą co to jest. Dziś przekażę Wam moje przemyślenia na temat Tian Guan Ci Fu, czyli ONY na podstawie nowelki  autorki MDZS.

Podobnie jak w Mo Dao Zu Shi, mamy tu do czynienia z czymś na kształt starożytnych Chin, gdzie kultywacja nie jest obca. Jednakże w Tian Guan Ci Fu nie śledzimy życia kultywatorów, a idziemy level wyżej: patrzymy co dzieje się u bogów i innych nadprzyrodzonych istot.

Dopiero co skończyła się emisja pierwszego, 11-odcinkowego sezonu i niedługo powinien pojawić się special. Nie sprawdzałam, czy planowany jest drugi sezon, ale myślę, że prędzej czy później się pojawi, gdyż ta seria zyskuje popularność i w ogóle ta tematyka animacji jest już od przynajmniej dwóch lat coraz bardziej pożądana.

Nowelka ma ponad 240 rozdziałów. Obecnie jestem na ok.120, gdyż dopiero tyle zostało przetłumaczone. Nie chcę się zabierać za czytanie po angielsku, bo mam wrażenie, że wielu wątków nie do końca bym zrozumiała. Tłumaczka szybko pracuje, więc spokojnie mogę czekać na kolejne rozdziały ;). Poza tym jest to seria, która wciągnęła mnie w nieco inny sposób. Nie czytam/oglądam kolejne rozdziały/odcinki, bo akcja jest tak wartka, że po prostu spać po nocach nie mogę, rozmyślając jak to się skończy. W tym przypadku ciągle czekam, aż coś się wydarzy. Teraz to zabrzmiało jakby fabuła ciągnęła się jak flaki z olejem XD. Nie to miałam na myśli. Ogólnie to czekam na "rzeczy", czyli aby romans się rozwinął, bo o romans mi w tej serii najbardziej chodzi.

Wiedząc czym jest Mo Dao Zu Shi nikogo nie zdziwi, że Tian Guan Ci Fu to bl. I to bardzo wolno rozwijający się bl.

Zanim przejdziemy do właściwej fabuły, nakreślę jak wygląda sytuacja w tym świecie. W pierwszym odcinku byłam trochę zdezorientowana, bo lubię wiedzieć jak wszystko działa, a tutaj wrzucono nas już w jakąś sytuację i teraz zastanawiaj się człowieku co i jak. Bogowie, o których mowa, byli kiedyś ludźmi i jeżeli dobrze rozumuję, kultywującymi. Ogólnie wstąpili do Nieba (stając się przy tym nieśmiertelnymi - tylko mam wrażenie że ta nieśmiertelność nie jest jakimś pewnikiem) za swoje zasługi. No i chyba posiadają dobrą moc duchową. Jako bóg każdy za coś odpowiada. W ten sposób mamy bogów wojennych, wiatru, ziemi, wody, itd. Za każdym razem jak ktoś wstępuje, w Niebiosach dzwoni dzwon. Taki bóg może przybrać ludzką formę i chodzić sobie po Ziemi (przynajmniej takie wnioski wyciągnęłam z nowelki, bo w anime nic takiego nie zostało powiedziane wprost; bogowie chodzą po Ziemi, ale nie wiemy, czy czymś się to różni od tej boskiej formy).

Nasz główny bohater to Xie Lian. Za życia był następcą tronu w królestwie Xian Le (800 lat wstecz od czasu akcji w animacji). Wszyscy kochali swojego księcia. Był on bardzo piękną jednostką, a przy tym inteligentną i zdolną. W dość młodym wieku wstąpił do Niebios. Nie chcę spojlerować, więc powiem tylko, że jakiś czas później wszyscy ci, którzy go kochali, znienawidzi go, a Xie Lian został wygnany z Niebios. 

Minęło 800 lat. W Niebiosach rozbrzmiewa dźwięk dzwonu, lecz tym razem zamiast zabić chyba trzy razy, dzwon dzwoni i dzwoni i w ogóle jakieś trzęsienie ziemi się dzieje. Wszyscy wybiegają i ciekawią się kim jest ta zdolna jednostka, która właśnie wstąpiła. Okazuje się, że nasz Xie Lian wstąpił po raz trzeci, czym spowodował, lekko mówiąc, niezadowolenie bogów. Nawet wygrał z tego powodu plebiscyt na najbardziej oczekiwane wygnanie ;). 

Powiedzmy sobie coś więcej o Xie Lianie. Przez to, że został strącony, musiał tułać się po Ziemi, a przy okazji utracił wszystkie lub większość swojej mocy. No a że chodził po świecie prawie 800 lat, nauczył się żyć w biedzie i radzić z codziennością jak zwykły człowiek. Przez ten czas zajmował się zbieraniem śmieci. Nie chodzi tu o to, że robił za sprzątaczkę, a chyba zbierał, wymieniał, sprzedawał różne przedmioty, czym zarabiał na życie. Charakterystycznym ubiorem naszego głównego bohatera jest skromna, biała szata i bambusowy kapelusz. Nosi on także bandaż na szyi, rękach i kostce. Część z nich służy do zasłonienia pewnej rzeczy, a część to jego duchowa broń (tak, facet ma bandaż, który na jego zawołanie zaczyna sobie latać i zabijać przeciwników; właściwie ma bardzo dużo zastosowań). Mimo iż Xie Lian nazywany jest śmieciowym bogiem, tak naprawdę nadal jest bogiem wojennym, o czym bohaterowie często zapominają. Z charakteru Xie Lian to bardzo życzliwa i szlachetna osóbka, która pragnie wszystkim pomagać. Raczej nie należy do osób konfliktowych. Nie jest też naiwny. Wbrew pozorom to dość istotna informacja - chłopak jest bardzo niewinny i nieobeznany jeśli chodzi o strefę miłosną. Myślę, że mogę to zdradzić: jego kultywacja opiera się na czystości i nie przywiązaniu do ludzkich przyjemności. Jest kimś, kogo trudno nie lubić. 

No ale nie doszliśmy jeszcze do najważniejszej myśli tego anime! Skoro jest tu romans, musi pojawić się ten drugi główny bohater ;). W przypadku Tian Guan Ci Fu nie jest to byle kto, a sam Król Duchów, Hua Cheng. Nie jestem pewna czy to jest równorzędne, czy to jeden z rodzajów duchów, ale Hua Chenga nazywa się też demonem. Aby należycie przedstawić jak się sytuacja ma z Hua Chengiem, należałoby zaspojlerować bardzo dużo rzeczy, więc w tym poście niewiele się dowiecie.

Gdy Xie Lian ponownie wstąpił, zaczął zajmować się pracą bogów, czyli rozwiązywaniem ludzkich problemów, które miały głównie związek z nadprzyrodzonymi rzeczami. Pierwszą pracą było zajęcie się sprawą porywanych panien młodych przez jakiegoś ducha lub inne licho. To tam pierwszy raz spotkał Hua Chenga, choć wtedy nie wiedział kim on jest. Nie jest to dziwne, gdyż przez ostatnie 800 lat był na Ziemi i nie dowiadywał się o nowościach w świecie duchowym. Wszyscy bogowie znają Hua Chenga, bo ciągle powoduje kłopoty, lecz nie działał on za czasów świetności Xie Liana. Zdumiało to wszystkich bogów, lecz Hua Cheng zamiast zaszkodzić Xie Lianowi, pomógł mu. Warto jeszcze zaznaczyć, że główny bohater nie widział twarzy Króla Duchów. Ogólnie mówi się, że demon często zmienia "skóry" i nikt nie widział jego prawdziwej postaci. 

Kiedy Xie Lian wrócił z misji, ostrzegano go, by uważał na Hua Chenga, gdyż jest to podstępna i okrutna jednostka. W dodatku powiedziano, że nasz książę może spotkać demona na Ziemi, gdy ten przybierze ludzką formę.

Nie zdziwi więc nikogo fakt, że niedługo po tym, Xie Lian spotkał na swojej drodze młodzieńca, który prosił, by nazywał go San Lang. No i można powiedzieć, że San Lang przyssał się do Xie Liana, bo od tego momentu nieczęsto przebywali osobno (a przynajmniej w anime nie mieli na to czasu).






















Mając za głównych bohaterów życzliwego boga i okrutnego demona zazwyczaj przychodzi do głowy standardowy scenariusz, czyli od nienawiści przechodzimy do miłości lub najpierw ze sobą walczą, a potem zostają parą. W przypadku Tian Guan Ci Fu jest trochę prościej, gdyż widać, że nasz demon od początku jest zakochany w Xie Lianie. 

Główny bohater jeszcze o tym nie wie, ale tak naprawdę znali się z Hua Chengiem już dużo wcześniej. Co więcej, przez ten cały czas duch go kochał. Oglądając pierwszy odcinek KAŻDY powinien zorientować się jak mniej więcej wyglądała ich wspólna przeszłość. Nie jest to coś, co autorka nowelki ukrywałaby jako efekt zaskoczenia na samym końcu, bo po prostu nie ma sensu. Wystarczy dać odpowiedni wycinek z przeszłości Xie Liana i każdy dowiaduje się kim mniej więcej jest Hua Cheng, bo to aż nazbyt oczywiste. Jednak nie napiszę tego tutaj byście sami sobie zobaczyli ;). 

Czas powiedzieć coś więcej o obecnym Hua Chengu. Nasz Król Duchów z pewnością jest urodziwy. To co widać na ilustracji wyżej to nie jest jego prawdziwa forma, a forma Sang Lana. W obu wersjach charakteryzuje go czerwony strój, lecz w oryginalnej mamy jeszcze czerwoną parasolkę, opaskę na oko, dzwoneczki przy butach i jeszcze kilka innych elementów. No i nie można zapomnieć o srebrzystych motylkach, które są z nim dość mocno powiązane i czasem pojawiają się w serii. Owe motylki budzą grozę wśród wszystkich nadprzyrodzonych istot i prawdopodobnie tylko Xie Lian uważa je za urocze. No bo są urocze! Ale rozumiem zachowanie reszty. Też pewnie bym panikowała, gdyby te motylki robiły mi krzywdę XD. 

Ogólnie bardzo lubię charakter Hua Chenga. Kocham jego ironiczne teksty. Zastanawiam się jak on to robi, ale on wie prawie wszystko, co się dzieje na świecie. Może to informatorzy, może jakaś jego moc, nie wiem. Według mnie nie jest taki zły, jakim go piszą. No cóż, dobry też nie jest (nie ma szans XD). Owszem, bywa okrutny i podstępny, ale raczej nie bez przyczyny. Nie jest kimś, kto zdradziłby przyjaciela, a to już dużo (pomińmy fakt, że tych przyjaciół nie ma zbyt wielu... Właściwie żadnego jeszcze nie poznaliśmy XD). No ale dla Xie Liana jest kochany. Taki naprawdę, naprawdę kochany. I dba o niego, i pomaga mu, i ratuje gdy trzeba, a co najważniejsze, nawet jeśli go kocha, nie zmusza go do kochania siebie, a nawet niewiele robi w tej sprawie (nad czym ubolewam jako czytelnik nowelki :) ). Co prawda znając pewne fakty z przeszłości, Hua Chenga można by uznać za obsesyjnego fana Xie Liana, ale ciiiiii. Póki nie robi mu żadnej krzywdy, a wręcz przeciwnie, jest ok. Poza tym przez 800 lat jego mentalność też powinna ulec zmianie. Ogólnie rzecz biorąc, Xie Lian jest u Hua Chenga na pierwszym miejscu (a nawet poza skalą) i jakby mógł, poświęciłby za niego życie (co prawda jest duchem i już nie żyje, ale zawsze może zniknąć).































Jako że Xie Lian jest zielony w relacjach miłosnych, w pierwszym sezonie nie skapnie się, że coś jest na rzeczy. Tak, przez 11 odcinków będziemy obserwować ich urocze zachowanie, ale na więcej to nie ma co liczyć. Jeśli chodzi o nowelkę, tutaj też na razie niewiele jest "rzeczy", chociaż ostatnio czytałam rozdziały o trumnie na wodzie i muszę powiedzieć, że jak na razie to jedna z lepszych sytuacji XD. Czekam na więcej takiego kontentu. Ogólnie to z rozdziału na rozdział rośnie szansa na związek głównych bohaterów, a przynajmniej na prawdziwy pocałunek, ale ciężko idzie. Co prawda po tych ponad 100 rozdziałach w głowie Xie Liana zaskoczyła istotna rzecz. Cóż, będzie to mały spojler, ale raczej was nie zdziwi. Otóż w nowelce pojawiła się sytuacja, w której główni bohaterowie złączyli usta, ale nie miała ona mieć charakteru romantycznego, a raczej ratowania życia, a nasz Xie Lian bardzo to przeżył. Dawno nie widziałam tak spanikowanego bohatera po pocałunku. To było nawet zabawne, ale szkoda mi Hua Chenga, który widzi jak drugi się zachowuje, przez co nie chcąc go stresować, nie robi rzeczy, które pewnie normalnie by zrobił. No ciężko będzie miał, ciężko.

Nie skończyłam jeszcze nowelki, więc nie będę się wypowiadała szczegółowo na jej temat. Jeśli chodzi o pierwszy sezon anime to jest bardzo wierny oryginałowi. Co prawda skrócili kilka rzeczy i połączyli niektóre wątki, ale nie były to istotne dla fabuły rzeczy, więc wszystko fajnie. Dzięki temu, anime wciągnęło szybciej niż pierwsze rozdziały nowelki.

No cóż, Tian Guan Ci Fu czyta się trochę ciężej niż Mo Dao Zu Shi. Jestem wdzięczna tłumaczce, że nie muszę tego czytać po angielsku, bo wtedy w ogóle bym się załamała. Ale nie zmienia to faktu, że wciąga. Inaczej niż MDZS, ale nadal. To powinno być atutem, ale bardzo dużo tu problemów pobocznych bohaterów, przez co czasami mam ochotę ich wywalić by dano mi w końcu romans XD. 

O, jeszcze jedno. Autorka chyba wzięła sobie za cel usypianie czujności czytelników, a potem zwalania na nich bomb. Ten kto czytał Mo Dao Zu Shi, pewnie też miał takie odczucia, że w 3/4 nowelki nie było takich wyraźnych "rzeczy", a raczej sugerujące teksty, gesty, itd. Dążę do tego, że może się nie całowali, ale czuć było ten romans w powietrzu. A jak przechodziło do lepszych sytuacji to czytelnik mógł się spodziewać, że takowe nastąpią, bo na to wskazywały okoliczności lub budował się do nich nastrój. No a w Tian Guan Ci Fu, jak teraz czytam, to oczywiście też są sugerujące teksty i wszystkim wiadome są motywy Hua Chenga, ale nie zwraca to aż tak uwagi, gdyż na razie Xie Lian nie odpłaca się w ten sam sposób. No i tak nic nie ma, nie ma, a tu autorka dowala ci znikąd taką sytuacją, że ty się dziwisz, że taka scena się pojawia. Bardzo chciałabym powiedzieć o jaki przykład dokładnie mi chodzi, ale nie chcę zabierać Wam przyjemności z czytania.

Odniosłam też wrażenie, że tutaj jest znacznie więcej wulgaryzmów niż w Mo Dao Zu Shi.

Skupiłam się na głównych bohaterach, ale mamy tu całą paletę różnorodnych postaci. Chociażby dwóch pomocników Xie Liana:








Jak widać, darzą siebie dozgonną miłością. Chwilowo bardziej lubię tego po prawej, bo wydaje się godniejszy zaufania, ale czas pokaże. Oboje to spoko ziomki. 

Bardzo ciekawi mnie szczegółowa przeszłość Hua Chenga. Z retrospekcji wiem mniej więcej co i jak, ale bardziej interesuje mnie to co było przed tą retrospekcją i co po niej, bo to wydaje mi się dość kluczowe.

W ogóle widać, że to ta sama autorka XD. Oczywiście to nic złego, ale widać, że ma pewne ulubione motywy. Tutaj też mamy pana na biało i pana na czerwono, ale charaktery kompletnie się różnią od Wei Yinga i Lan Zhana. Tak jak w MDZS czekaliśmy na poznanie tytułu piosenki, tutaj czekamy na poznanie hasła do komunikacji duchowej Hua Chenga. WuXian lubił gotować bardzo ostro, przez co nie dało się tego zjeść, a Lie Xian gotuje tak, że nie da się tego zjeść nie ważne jakby to doprawił. Albo Hua Cheng jest bardzo odporny, albo mu to nie przeszkadza, ale wszystko zjada z uśmiechem na twarzy. Lan Zhan czekał na miłość WuXiana ponad 16 lat, a Hua Cheng z 800, także ten, myślę, że wygrywa konkurs. No i oczywiście, gdy WuXian chce pomóc to wszystko się wali i podobnie ma Xie Lian. W dodatku nasz książę ma tak strasznego pecha, że gdyby dano mu 2000 naczyń z napojem, a w jednej byłaby trucizna, wypiłby to z trucizną :). Przynajmniej nic go nie zaskoczy, bo wie, że zawsze sprawdzi się najgorsza opcja. No chyba że ma obok Hua Chenga, który ma szczęście we wszystkim.

Czas powiedzieć o tym anime od strony technicznej. Animacja jest prześliczna. Po prostu jedna z piękniejszych, jakie widziałam. Opening jest równie śliczny - zarówno pod względem animacji jak i muzyki. Bardzo miło się go słucha i ogląda. Jest bardzo spokojny i przez to nie ma tej iskry, która była w openingu MDZS.

Słyszałam głosy, że Tian Guan Ci Fu jest przereklamowane. Osobiście uważam, że Mo Dao Zu Shi jest mimo wszystko lepsze, ale oba mają trochę inny charakter. Jednakże nie wiem czy jest przereklamowany, bo jak obczajałam inne, popularne chińskie anime i nowelki to nie były lepsze. Ja jestem bardzo zadowolona z tej serii i czekam na kolejne sezony. No i jak na razie będę czytała nowelkę. Liczę na dużo full romantic momentów ;).